Miriam i Peter Lancewood – od wielu lat mieszkają w nowozelandzkiej puszczy

Peter Lancewood (64l) wraz z żoną Miriam (34l) porzucili miasto, żeby wieść proste życie poza systemem.

Początkowo para wyznaczyła sobie cel, aby żyć tylko jeden rok bez nowoczesnych technologii, społeczeństwa i prądu, ale 8 lat później, nadal żyją w dziczy. Jak na razie nie planują powrotu do cywilizacji.

foto: Julie Glassberg

Miriam i Peter wpadli na pomysł zamieszkania w dziczy w Południowym Marlborough, pewnego dnia po wędrówce w Holandii: „Chcieliśmy być częścią natury, a nie tylko ją obserwować. Zastanawialiśmy się czy dalibyśmy radę przeżyć rok w dziczy”.

I w taki sposób, idąc za pomysłem radykalnej zmiany stylu życia, para zaczęła się przygotowywać na podróż do Nowej Zelandii.

foto: Julie Glassberg

”Spakowaliśmy 85 kg w torby ze wszystkim, czego mogliśmy potrzebować, od płatków owsianych, poprzez mleko w proszku, drożdże i miód, aż po ryż i warzywa. Wszystko dokładnie przeliczyliśmy, nawet torebki z herbatą”, mówi Pani Lancewood”.

Pełna ambicji para trenowała zanim przybyli do Nowej Zelandii, udając się na parę 10-dniowych wędrówek po buszu. Miriam miała nadzieję, że to się przyda:
“Potrafiłam już strzelać z łuku do celu i wiedziałam, że to będzie przydatne. Czego nie wiedziałam to to, że dużo trudniej trafić do celu ruchomego”, śmieje się”.

Tak więc para wyruszyła do Południowego Marlborough pod koniec 2010 r, gdzie spędzili zimę, po czym wędrowali dalej do rejonu Nelson Lakes, a w lecie i na jesieni przebywali na Zachodnim Wybrzeżu.

„Całkowicie polegaliśmy na pogodzie, w ogóle nie mieliśmy pojęcia która jest godzina”, mówi Pani Lancewood.
„Wstawaliśmy kiedy wschodziło słońce i szliśmy spać, gdy słońce zachodziło. W zimie spaliśmy po 13, 14 godzin, ale na początku nie spało nam się dobrze. Budziliśmy się z bólem brzucha od zimna. Wiedzieliśmy, że musimy zacząć polować, żeby mieć coś ciepłego w żołądku.”

foto: Julie Glassberg

Dla pary koczowników, dzikie życie wkrótce stało się normalnością.
Pomiędzy polowaniem, gotowaniem, badaniem terenu i spaniem, ich dni nie zawierały codziennego i nowoczesnego komfortu, a do miast wybierali się jedynie kiedy musieli uzupełnić zapasy żywności:

„W puszczy nie potrzebujemy pieniędzy. Kiedy jedziemy do miasta i musimy kupić więcej płatków owsianych, miodu i ryżu – wyciągam pieniądze z bankomatu.
Ale często gram na gitarze przed centrum handlowym, żeby zdobyć pieniądze.
To niewiarygodne jak dużo lepiej można się poczuć gdy usuwasz się z nowoczesnego życia. Dobry sen przychodzi łatwo gdy umysł jest cichy. Teraz już nie sypiam dobrze w miastach!”

„W puszczy nie potrzebujemy pieniędzy. Kiedy jedziemy do miasta i musimy kupić więcej płatków owsianych, miodu i ryżu – wyciągam pieniądze z bankomatu.
Ale często gram na gitarze przed centrum handlowym, żeby zdobyć pieniądze.
To niewiarygodne jak dużo lepiej można się poczuć gdy usuwasz się z nowoczesnego życia. Dobry sen przychodzi łatwo gdy umysł jest cichy. Teraz już nie sypiam dobrze w miastach!”

W każdym razie, Pani Lancewood mówi również, że dużo bardziej woli nową jakość swojego życia teraz, więc kiedy skończył się ich pierwszy rok, postanowili nadal żyć w dziczy.

„Spokój umysłu jaki pojawia się dzięki życiu w naturze jest nie do opisania”, powiedziała.
„A dodatkowo, nie mam żadnego domu ani planu awaryjnego, więc to musi działać!”

foto: Julie Glassberg

Miriam tłumaczy jak wiele się nauczyła przez te 7 lat mieszkania w puszczy, ale największa i najważniejsza lekcja to zrozumienie jak „mali” jesteśmy: „nauczyłam się jak małe są nasze problemy i dlatego, moje osobiste problemy wydają się malutkie i żałosne. To było bardzo pomocne dla moich lęków. Czuję się szczęśliwa, zdrowa, a eksplorowanie daje mi dużo radości i energii. Niby czemu miałabym wracać do swojego starego życia?”